czwartek, 26 grudnia 2013

Coś

Wczoraj w nocy miało miejsce pewne zdarzenie. Niewytłumaczalne. Ale skoro widzę coś na własne oczy, musi to być fizyczne możliwe. Nielogiczne - ale zdarzyło się.

Mała impreza ze znajomymi. Łącznie 4 osoby. Siedzimy, gadamy, tankujemy, wiadomo. I wtedy stało się COŚ. Jedna z osób cofnęła się świadomością o dwa lata. Może nie równo, ale jednak... Nie będę się wdawał w szczegóły, ale nie kojarzyła połowy towarzystwa... bo poznała ich później. Nie umiem tego jakoś logicznie wytłumaczyć (bo i się chyba nie da), ale moje sceptyczne podejście do hipnozy zostało mocno trzaśnięte.

środa, 25 grudnia 2013

Cuda wigilijne

Dobra, może nie cuda, ale niespodzianki z całą pewnością. Jak to mówią - "jest hujowo, ale stabilnie". No to ja mam równię pochyłą ostro w dół, jeśli chodzi o ostatnie 24 godziny. Szczegółów nie zdradzę, bo i po co?

W każdym razie - ostatniej nocy nie spałem. Natłok nowych informacji, myśli i rozważań.

Czy dobrze się stało? Czy nie? Czy mogłem coś zrobić, żeby było inaczej? Masa pytań, niejednoznaczne odpowiedzi. Jedno jest pewne - Da się jedną decyzją spalić wiele mostów. Fakt, to nie ja je spaliłem, ale... cenna lekcja.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Czarno to widzę...

Mianowicie - święta. Mamy koniec grudnia i 2 stopnie na plusie. W nocy. Znaczy - śnieg tylko w zamrażalce. Miło. Mniej miło się robi przy innych czarnych, jak zasmołowana dupa sprawach. Jak kiedyś wspomniałem - mam kota. A skoro to nie ja je lubię - sprowadził go ktoś inny. Szkoda tylko, że owy ktoś zapomniał spakować go w walizkę, czy cuś. Mimo to - nadal święta zapowiadają się nieźle, choć co najmniej dziwnie

niedziela, 1 grudnia 2013

No to mamy grudzień

A wraz z nowym miesiącem - stare zwyczaje :P Czyli praca, piwko po pracy i lulu. Ale nie o tym.

Od jakiegoś czasu mam w domu kota. Kto mnie zna - wie, że to jak wieszanie krzyża w meczecie. Po prostu absurd. Ale nie - mam kota, co więcej nie mam skłonności kotodestrukcyjnych. Dziwne? Z pewnością. Jest tylko jedno małe ale - ten konkretny kot da się lubić. A trollować, to on potrafi. Chyba wyczuł, że kotów nie noszę, więc tylko mnie kocha i za mną łazi... Ale - co dziwne - też tylko mnie się słucha. Czy to strach? Czy to posłuszeństwo? Nie - to trolling w czystej postaci :P

czwartek, 7 listopada 2013

Jakby tu....

O, już mam. Dziś zarwałem nockę, głównie dlatego, że drzemka była wystarczająca. Fakt faktem nie odpływałem w nieodkryte zakamarki świadomości, ale zdarzyła się rzecz przynajmniej dziwna....

Dostałem opieprz.

Ot tak. chyba za niespanie, albo i za nieogarnięcie samemu czegoś, czym powinno się dzielić. Bez szczegółów, grunt, że (co chyba niezbyt dziwne) "zamieniłem się rolami". Spotkałem się z czyjąś perspektywą, a druga osoba z moją. Ot, wyrywek wzajemnej codzienności. Jestem tylko ciekaw, czy to doświadczenie coś choćby odrobinę zmieni.

wtorek, 20 sierpnia 2013

O szlagnięty szlagu

Coś bardzo zaniedbuję wpisy tutaj. Ale i tak w sumie nikt tego nie czyta, to co mi tam... Minął prawie miesiąc od ostatniego, co zresztą widać, jakoś tak chyba... nie miałem nic do powiedzenia. Bo i o czym mówić, jak nie ma czasu myśleć? Zleciały na mnie duść spore obowiązki, które zaczynam robić już wręcz mechanicznie. A to źle. Tam, gdzie rutyna, tam brak myślenia. Bo i po co? Co najwyżej, żeby sobie jakieś cosie ułatwić. Tyle, że niektórych rzeczy ułatwić się nie da, można je tylko prostować. A o to ciężko, kiedy coś nie jest zależne od ciebie, tylko kogoś. Wtedy przydaje się wsparcie bliskich. Rodziny, dziewczyny... rozumiecie. Nieocenieni, choć czasem niedoceniani są też przyjaciele. Nawet, jeśli w sumie nic nie robią, to i tak jak trzeba, to wysłuchają bólów dupy, ot takich codziennych, jak np "Cholera, znowu spaliłem schabowego". Nieraz to pomaga. Ot, pogadać.

sobota, 27 lipca 2013

Nowe dwa tygodnie

A raczej nowa rzeczywistość, a przynajmniej dla mnie. Są plusy, są minusy, jak wszędzie. Ale może nie o tym.

Zdarzyła się niedawno ciekawa rzecz - zepsuł się radiowóz. Ot, taki zwykły patrolowy, jakie "fizycznie kochają" wyznawcy bluzy naszego papieża-rodaka. Logicznie rzecz biorąc, policjanci powinni wołać mechanika, lawetę albo sami próbować naprawić. Ale nie - papierologia i służbowość najważniejsze. Czyli jakaś godzina załatwiania pozwolenia na holowanie... drugim radiowozem. Serio? Podpięcie radiowozu do drugiego auta wymaga aż tylu papierków i pozwoleń? Nie przesadzajmy... wszak "policjant też człowiek", racja?

A tak z innej beczki - Chcecie coś zrobić, ale z jakiegoś powodu nie możecie. Przykładowo chcesz komuś powiedzieć kilka słów na pocieszenie, ale znasz tego konsekwencje. Albo chcesz pojechać gdzieś daleko, ale coś cię trzyma tu, gdzie jesteś. Czy to złe? I tak, i nie. Zależy jak na to spojrzeć. Jak wspomniałem wyżej - są plusy, są minusy...

niedziela, 14 lipca 2013

O szlagu...

Tyle czasu mnie nie było, a tu tyle milionów zmian i przemyśleń. Głównie sprawa wyjazdu, choć wręcz do ostatniej chwili nie było wiadomo, gdzie w sumie się wybieram. Ale - jak to filozof - rozważyłem. Podjąłem decyzje i jadę tam, gdzie JA zdecydowałem, a nie tam, gdzie KTOŚ twierdzi, że będzie mi lepiej. Dziwne to, choć może bardziej... hmm.. spontaniczne? O ile coś spontanicznego może trwać dwa tygodnie. Ale biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia - to jest spontan. A to, co ma się jeszcze wydarzyć - jeszcze większy. Co nie znaczy, ze nieprzemyślany. Ryzykuję dużo, ale grunt, że mosty mam nadal. A ryzyko może mi się bardzo opłacić. Dużo wydarzeń właściwie było od ostatniego wpisu, nawet nie wszystkie pamiętam. Ale czy to coś zmienia? Może tak, może nie.


Kiedyś, jakiś rok temu popełniłem pewien błąd. Nie powiem, jaki, bo wszyscy zainteresowani wiedzą, o czym mówię. Dzisiaj... no, wszystko mogłoby inaczej wyglądać. Może już wcześniej wszystko by się zmieniło. Może. Tego nie wiem. I raczej się nie dowiem, bo nie spróbowałem. Odpuściłem wszystko... w sumie ot tak. Bez żadnych rozmów, bez niczego. Ale żeby nie to, co się wtedy stało, nie byłoby tego, w czym teraz się znalazłem. A wykręcać się z tego nie chcę.

Podsumowując - wszystko się dzieje, choć z początku może być badziewnie. Tak badziewnie, że czujesz, że przegrałeś życie. Ale grunt, to się podnieść. Spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie "Ej, przestań sie nad sobą użalać, tylko zrób coś z sobą". Jak chcesz, żeby było dobrze, to sam musisz o to zadbać. Wyznacz sobie cele, czego właściwie chcesz - i już masz punkt zaczepienia. Teraz tylko szukać drogi do niego.

Ze słowami otuchy dla Tej, która jest daleko, a blisko :)

sobota, 15 czerwca 2013

Abstrakcyjny sen

miałem dziwny, wręcz nierealny sen. Śniło mi się, że byłem u e, opowiadała mi o poprzednim piątku, w którym miałem być u niej, ale nie byłem, bo praca. jednak w jakiś naukowo-logiczny sposób przenosząc się w czasie i przestrzeni zmaterializowałem się w wc przyszłych teściów, czym ci się zbytnio nie zdziwili. znalazłem się w tym piątku będąc u
nich, choć byłem w pracy ze świadomością po piątku, choć nikt poza e nie wiedział, co się będzie działo. dość wyrwany epizod - ja i piotrek odlewamy się do baku, z braku paliwa i o dziwo - auto jedzie, choć jest słabsze. kolejny epizod - w trakcie spotkania rodzinnego w owy piątek dostaję questa jechać gdzieś. wziąłem auto taty i widzę przed sobą pijanego rowerzystę. zwalniam, wyprzedza mnie policjant na rowerze, zatrzykuje i sprawdza całe auto. i tu się budzę... cholera, kręcę film :p

środa, 24 kwietnia 2013

Złamałem się

A to oznacza koniec dziennika rzucania palenia. Za dużo nudy, za wiele myśli, zbyt głębokie analizy - i się niestety wkurzyłem, poszedłem po paczkę i przegrałem pół litra. Mówi się trudno. Co ciekawe - wystarczyła jedna rozmowa, żeby te wszystkie myśli poszły w diabły. Ba - nawet rozważam sporo zmienić, choć wysnute wnioski wręcz wrzeszczały "nie rób tego, wpadniesz w gówno". Co więc się zmieniło, że własnego rozsądku nie chcę słuchać? Jeden aspekt. Irytujący od jakiegoś czasu, ale wystarczyło tylko powiedzieć, co leży na wątrobie - i dało się go zlikwidować. Pewnie teraz będzie już tylko lepiej :)

sobota, 20 kwietnia 2013

Dziennik pokładowy byłego palacza - dzień pierwszy

Czyli tym samym ogłaszam wszem i wobec - rzucam palenie (po raz któryś). Jak na dżentelmenów przystało, przedmiotem zakładu jest połówka wódki - kto pierwszy zapali choć jednego papierosa, stawia drugiemu tenże trunek w tejże ilości. Tym bardziej jest to sprawa honorowa, gdyż do pokątnego palenia mamy się przyznać - ukrycie tego będzie gorsze, niż przegrana. Dlatego też postanowiłem o tym pisać w razie, gdyby kiedyś okazało się to doskonałą i darmową (hue hue) terapią antynikotynową. Dzień pierwszy i jest bez zmian. Coś tam ssie, ale poza tym nic. Tak, jakbym nigdy w życiu nie palił. Nie mam jakiegoś nastawienia, ze teraz będę zdrowszy, będę lepszym człowiekiem, czy uratuję NFZ, bo nie będzie musiało bankrutować lecząc mnie. Ot, chcę sam przestać palić tylko po to, żeby nie palić. Zakład jest motywatorem - mam w tym inny cel, niż sama chęć. I jak na razie - działa. Ale próba dopiero przede mną - napoczęta paczka na mnie czeka, trochę nerwówki, jak i nieco nudy. Trzymajcie za mnie kciuki :)

niedziela, 17 marca 2013

Zaufanie

Dawno nie pisałem, głównie z braku czasu, dzieje się dużo tego, czego bym nie chciał, ale mniejsza o to. Dzisiaj myślimy nad ZAUFANIEM. Co to jest i po co to jest?

Zaufanie, to w dużym skrócie wiara w zachowanie drugiego człowieka. Że coś zrobi, lub nie. Ufamy, że kumpel będzie trzymał naszą stronę, a partner/ka nie poszuka sobie kogoś na boku. To wiemy, rozumiemy. Ale po co nam to?

Możliwość zaufania daje nam poczucie bezpieczeństwa. Daje nam odczuć, że nie na każdego trzeba uważać, nie każdy chce nas wykorzystać. To jest moje zdanie. Ale wyjątkowo, zadałem też to pytanie innym - czym jest i po co jest wg nich zaufanie?

"zaufanie jest dla mnie możliwością posiadania małych tajemnic, jakiegoś świata, do którego ta druga osoba nie ma dostępu.To pewność, że jeśli wyjawię tajemnicę osobie, której ufam, to ona tej tajemnicy nie "sprzeda" dalej.A po co jest? żeby mieć jakieś maleńkie poczucie bezpieczeństwa... człowiek zawsze czuje się lepiej wiedząc, że jest gdzieś ktoś komu ufa i może na niego liczyć"

Inna osoba:


"
zaufanie to pewność wobec drugiej osoby, że cokolwiek się jej powie czy pokaże to ona zachowa to dla siebie; pewność, że nie wystawi i nie zawiedzie"
-A po co to?


"
po to żeby wiedzieć kto jest pewny  a kto nie"

Jeszcze ktoś inny:

"
Jeśli darzymy kogoś zaufaniem, otwieramy się przed nim i dzielimy naszymi myślami, troskami i szczęściem | jest potrzebne, ponieważ bez kogoś takiego stajesz się koszem na swoje przemyślenia, które w tobie gniją i zabijają cie od środka"

Jak więc da się zauważyć, zaufanie zaufaniu nierówne. Koncepcja niby ta sama u każdego, ale postrzegania się różnią. Co z tego wynika? Że nie każdy ufa tak samo.

wtorek, 1 stycznia 2013

Sylwester/nowy rok

"Jeden dzień, jedna noc a w życiu jakby piękniej" - choć co prawda w piosence miało to inny wydźwięk, jest to fakt. W noc sylwestrową ludziom po prostu odbija - i pozytywnie, i negatywnie. Potrafią się bawić z nowopoznanymi ludźmi jak ze starymi przyjaciółmi, ale też dostają małpiego rozumu. Bo czy normalnym jest rzucać mocnymi petardami na ulicę? No nie bardzo. Ale dopóki nic złego się nie dzieje, można uznać, że wszystko pod kontrolą. Ale o czym to ja chciałem... no tak - postanowienia noworoczne. Co roku obiecujemy sobie się za siebie wziąć, i co roku hujnia z tego wychodzi. A dlaczego? Bo po prostu nam się nie chce. Prosty przykład - większość ludzi chce wszystko, co jest ekologiczne i naturalne. Ci sami ludzie zazwyczaj jeżdżą wszystkim (od mpk po samoloty), byle nie iść piechotą. Bo autem, czy busem wygodniej. Ale i tak co roku, tradycyjnie próbujemy oszukać samych siebie, że tym razem się uda. Nikt nie wie, dlaczego. Ale dopóki ktoś chce - niech tak robi