Tyle czasu mnie nie było, a tu tyle milionów zmian i przemyśleń. Głównie sprawa wyjazdu, choć wręcz do ostatniej chwili nie było wiadomo, gdzie w sumie się wybieram. Ale - jak to filozof - rozważyłem. Podjąłem decyzje i jadę tam, gdzie JA zdecydowałem, a nie tam, gdzie KTOŚ twierdzi, że będzie mi lepiej. Dziwne to, choć może bardziej... hmm.. spontaniczne? O ile coś spontanicznego może trwać dwa tygodnie. Ale biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia - to jest spontan. A to, co ma się jeszcze wydarzyć - jeszcze większy. Co nie znaczy, ze nieprzemyślany. Ryzykuję dużo, ale grunt, że mosty mam nadal. A ryzyko może mi się bardzo opłacić. Dużo wydarzeń właściwie było od ostatniego wpisu, nawet nie wszystkie pamiętam. Ale czy to coś zmienia? Może tak, może nie.
Kiedyś, jakiś rok temu popełniłem pewien błąd. Nie powiem, jaki, bo wszyscy zainteresowani wiedzą, o czym mówię. Dzisiaj... no, wszystko mogłoby inaczej wyglądać. Może już wcześniej wszystko by się zmieniło. Może. Tego nie wiem. I raczej się nie dowiem, bo nie spróbowałem. Odpuściłem wszystko... w sumie ot tak. Bez żadnych rozmów, bez niczego. Ale żeby nie to, co się wtedy stało, nie byłoby tego, w czym teraz się znalazłem. A wykręcać się z tego nie chcę.
Podsumowując - wszystko się dzieje, choć z początku może być badziewnie. Tak badziewnie, że czujesz, że przegrałeś życie. Ale grunt, to się podnieść. Spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie "Ej, przestań sie nad sobą użalać, tylko zrób coś z sobą". Jak chcesz, żeby było dobrze, to sam musisz o to zadbać. Wyznacz sobie cele, czego właściwie chcesz - i już masz punkt zaczepienia. Teraz tylko szukać drogi do niego.
Ze słowami otuchy dla Tej, która jest daleko, a blisko :)
Dziękuję xox
OdpowiedzUsuń