Tak mnie dzisiaj naszło... wszystkie "wielkie katole" wierzą tylko i wyłącznie w Boga, który wszystko może, wszystkich kocha itp... Wg nich każdy, kto tego nie czyni jest satanistą. Czyli, że niby wierzy w szatana... Ale.. są ślepi w swojej wierze. Bo ci, co wierzą w Boga, TAKŻE wierzą w szatana. Więc mamy czystą hipokryzję. Zapytajcie kogoś, kto jest większość dnia w kościele, czy wierzy w szatana. Prawdopodobnie w steku bluzgów i im podobnych wyczytacie, że nie. Oni tylko w Boga. Tak więc... co to za religia? Zresztą wszystko (wg nich), z czym się nie zgadzają, bądź czego nie rozumieją, to dzieło szatana.
Ale...
Skoro Bóg wszystko może - czemu nie unicestwi diabła? Dlaczego pozwala ludziom grzeszyć?
Jeszcze jedna sprawa... Wszędzie w modlitwach, kazaniach i wszystkim, co się wiąże z katolicyzmem Bóg jest nazywany Ojcem.
Tak więc "nasz tatuś" coś się średnio w swojej roli sprawdza. Bo czy kochający ojciec skazałby swe dziecko na wieczne cierpienie tylko dlatego, że się go nie słuchało? Bo moim zdaniem nie.
Podobnie z wybaczeniem. "Bóg wybacza każdemu" - a jednak daje wilczy bilet do piekła. Więc nie wybaczył tejże duszyczce skazanej na cierpienie.
Tak więc - cała ta wiara jest wg mnie zakłamana. Sami siebie okłamujemy wierząc w niego. Katolicy wierzą, że Bóg jest wręcz idealny, ma wszystkie najlepsze cechy, jakie można mieć, ani jednej złej, jednocześnie przyjmując do wiadomości, że robi także złe rzeczy dla nas. Coś jakby "On nic złego nie robi, nic a nic, tylko czasem kogoś zabije".
Jeśli kogoś z was uraziłem - piszcie. Ale proszę o konstruktywne argumenty. Bo "To jest Bóg, nie masz prawa go osądzać" jakoś do mnie nie przemawia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz