Jutro jadę na Sopot. W zasadzie dzisiaj. Co niektórzy wiedzą po co, jeszcze mniej liczni wiedzą, co się pod tym kryje. Nie, nie żaden podstęp. Wszystko na legalu. Ale nie chcę niepotrzebnie tego rozdmuchiwać. Jeszcze nie. Kiedyś przyjdzie na to czas... a może i nie... Cholera, jak ja mało wiem! Krążę wśród masy niewiadomych, nijak ze sobą powiązanych, ale efekt i tak jest niezmienny - to ja nie wiem, co dalej, niczego nie jestem w stanie zaplanować, ale cóż - trza sobie radzić. Bez względu na wszystko.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia - co, jeśli plan (jeśli można to tak nazwać) pójdzie w łeb? Co może przynieść wrzesień? I czy w ogóle coś przyniesie? Póki co, miałby mi dać trzy ścieżki. W prawo, w lewo i bez zmian. Do dwóch dni temu była jeszcze jedna - ale się okazało, że nie mogę nią kroczyć. Nie spełniam niestety jej wymagań.
Drażni mnie jeszcze taka jedna rzecz. Sprzed dni trzech (no, teraz już czterech). Czy telepatia istnieje? Oby nie. Gdyby istniała, jest duże prawdopodobieństwo, że stanę przed wyborem, którego się obawiałem. I nie tylko ja. Choć obawy się różniły, to właśnie ta jedna decyzja może zaważyć nad wszystkim. Zachować się jak ostatni (...), czy w pewnym stopniu stracić zaufanie osoby, na której mi cholernie zależy? Eh, oby to, co odebrałem jako wołanie o pomoc było tylko wytworem mojego zmęczonego ostatnimi wydarzeniami umysłu... Nie chcę wybierać... Nie tak i nie pomiędzy tymi dwoma zależnościami.. Dobija mnie samo myślenie o tym... A nie mogę przestać..
Jo, wiem, to nie pamiętnik, miałem tu abstrahować od rzeczywistości, ale jak to śpiewał K44:
"Zdradliwa wena, raz jest raz jej nie ma"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz