piątek, 3 sierpnia 2012

Znak

Tja, stało się coś dziwnego. Wręcz bardzo dziwnego. Coś, wręcz niewytłumaczalnego dla mnie. Ale skoro się stało - było to możliwe. O co chodzi? Pokrótce opowiem.

Z jakiegoś powodu w minioną niedzielę odwiedziłem kościół. Nawet nie było mszy. I dobrze, bo ksiądz mógłby nerwowo nie wytrzymać kazania. Ale nie o tym. Poszedłem tam, bo poczułem nagłą potrzebę tego. Potrzebowałem "pogadać" z bogiem. Co ciekawe - doszedłem do dość ciekawych wniosków (wszystkie dotyczyły prywatnego życia, nie będę się wdawał w szczegóły). Powiedzmy, że zaryzykowałem - sprawdzeniem czegoś. Poprosiłem Najwyższego o jakiś znak, czy pewną czynność zrobić, czy też nie. Jedno z wydarzeń utwierdziło mnie w przekonaniu, że to miał być ten znak na tak. Nie był....

A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że bardzo religijna osoba (której o tym ogólnikowo opowiedziałem) nie uwierzyła, że to mógł sprawić On... cóż za piękna hipokryzja, czyż nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz