czwartek, 19 kwietnia 2012
Przyjaciele...
Na przyjaźń trzeba sobie zasłużyć. Znajomość dojrzewa, zanim nazwie się ją przyjaźnią. Ale czy aby na pewno? Tak nam wpajano, ale czasem wszystko dzieje się nagle. Ni stąd, ni zowąd mamy przyjaciela w kimś, kogo nie znamy. A raczej ledwo znamy. Bo w sumie - po co nam przyjaciel? Do czego "służy"? Przyjaciel, to wg mnie ktoś, u kogo mamy oparcie. I mamy pewność, że zawsze się to oparcie u niego znajdzie. Bez względu na to, w jakim jesteśmy dołku, stanie na rzęsach i zamacha uszami, żeby nas z niego wyciągnąć. To przyjacielowi mówimy o takich rzeczach, o których nawet nasz partner nie wie. A dlaczego? Bo partnerowi staramy się ciągle pokazywać z jak najlepszej strony. Przy przyjacielu nie mamy takiej potrzeby, jesteśmy po prostu sobą. Nie musimy nic ukrywać, upiększać... Zgadzacie się? Ale żeby ta przyjaźń się utrzymała, musi iść w dwie strony...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Winszuję ukrywania czegoś przed partnerem. I tak prędzej czy później wszystko wyjdzie
OdpowiedzUsuńDrogi anonimowy, jeśli ukrywanie przed partnerem jakiejś niespodzianki (np gdy facet planuje oświadczyny) jest be - powodzenia w życiu ;] Zresztą nie powiesz mi, że nie ukrywasz przed partnerem ABSOLUTNIE niczego - zawsze jest coś, o czym nie wie, bo być może będzie mu z tą wiedzą źle.
Usuń