Tak mnie dzisiaj naszło... wszystkie "wielkie katole" wierzą tylko i wyłącznie w Boga, który wszystko może, wszystkich kocha itp... Wg nich każdy, kto tego nie czyni jest satanistą. Czyli, że niby wierzy w szatana... Ale.. są ślepi w swojej wierze. Bo ci, co wierzą w Boga, TAKŻE wierzą w szatana. Więc mamy czystą hipokryzję. Zapytajcie kogoś, kto jest większość dnia w kościele, czy wierzy w szatana. Prawdopodobnie w steku bluzgów i im podobnych wyczytacie, że nie. Oni tylko w Boga. Tak więc... co to za religia? Zresztą wszystko (wg nich), z czym się nie zgadzają, bądź czego nie rozumieją, to dzieło szatana.
Ale...
Skoro Bóg wszystko może - czemu nie unicestwi diabła? Dlaczego pozwala ludziom grzeszyć?
Jeszcze jedna sprawa... Wszędzie w modlitwach, kazaniach i wszystkim, co się wiąże z katolicyzmem Bóg jest nazywany Ojcem.
Tak więc "nasz tatuś" coś się średnio w swojej roli sprawdza. Bo czy kochający ojciec skazałby swe dziecko na wieczne cierpienie tylko dlatego, że się go nie słuchało? Bo moim zdaniem nie.
Podobnie z wybaczeniem. "Bóg wybacza każdemu" - a jednak daje wilczy bilet do piekła. Więc nie wybaczył tejże duszyczce skazanej na cierpienie.
Tak więc - cała ta wiara jest wg mnie zakłamana. Sami siebie okłamujemy wierząc w niego. Katolicy wierzą, że Bóg jest wręcz idealny, ma wszystkie najlepsze cechy, jakie można mieć, ani jednej złej, jednocześnie przyjmując do wiadomości, że robi także złe rzeczy dla nas. Coś jakby "On nic złego nie robi, nic a nic, tylko czasem kogoś zabije".
Jeśli kogoś z was uraziłem - piszcie. Ale proszę o konstruktywne argumenty. Bo "To jest Bóg, nie masz prawa go osądzać" jakoś do mnie nie przemawia.
sobota, 28 lipca 2012
piątek, 27 lipca 2012
Wena wróciła :D
A wraz z nią - chęć pisania.
Mieliście kiedyś takie myśli, że wyobrażacie sobie jakąś sytuację i jak się w niej zachowacie? Na pewno. Taka ucieczka od rzeczywistości, gdzie jesteśmy kimś lepszym. Miałem coś takiego całkiem niedawno, ale jak się okazało - gdy faktycznie do tej sytuacji doszło, to wyobrażenia poszły w łeb. Ale... co z tego? Przynajmniej nadal mam wyobraźnię i już wiem, czego wtedy mi zabrakło. Kilku rzeczy, po części. Ale nie o tym.
Chodzi mi bardziej o to, że tworzymy sobie własny świat w wyobraźni, niezależnie od wieku. Po co? tego nikt nie wie. Czasem po to, żeby się wewnętrznie wyładować, rozmarzyć się, cokolwiek innego.
Wiec rzućmy wszystko i chodźmy sobie wyobrażać :)
Mieliście kiedyś takie myśli, że wyobrażacie sobie jakąś sytuację i jak się w niej zachowacie? Na pewno. Taka ucieczka od rzeczywistości, gdzie jesteśmy kimś lepszym. Miałem coś takiego całkiem niedawno, ale jak się okazało - gdy faktycznie do tej sytuacji doszło, to wyobrażenia poszły w łeb. Ale... co z tego? Przynajmniej nadal mam wyobraźnię i już wiem, czego wtedy mi zabrakło. Kilku rzeczy, po części. Ale nie o tym.
Chodzi mi bardziej o to, że tworzymy sobie własny świat w wyobraźni, niezależnie od wieku. Po co? tego nikt nie wie. Czasem po to, żeby się wewnętrznie wyładować, rozmarzyć się, cokolwiek innego.
Wiec rzućmy wszystko i chodźmy sobie wyobrażać :)
niedziela, 22 lipca 2012
Spopot i inne mecyje
Jutro jadę na Sopot. W zasadzie dzisiaj. Co niektórzy wiedzą po co, jeszcze mniej liczni wiedzą, co się pod tym kryje. Nie, nie żaden podstęp. Wszystko na legalu. Ale nie chcę niepotrzebnie tego rozdmuchiwać. Jeszcze nie. Kiedyś przyjdzie na to czas... a może i nie... Cholera, jak ja mało wiem! Krążę wśród masy niewiadomych, nijak ze sobą powiązanych, ale efekt i tak jest niezmienny - to ja nie wiem, co dalej, niczego nie jestem w stanie zaplanować, ale cóż - trza sobie radzić. Bez względu na wszystko.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia - co, jeśli plan (jeśli można to tak nazwać) pójdzie w łeb? Co może przynieść wrzesień? I czy w ogóle coś przyniesie? Póki co, miałby mi dać trzy ścieżki. W prawo, w lewo i bez zmian. Do dwóch dni temu była jeszcze jedna - ale się okazało, że nie mogę nią kroczyć. Nie spełniam niestety jej wymagań.
Drażni mnie jeszcze taka jedna rzecz. Sprzed dni trzech (no, teraz już czterech). Czy telepatia istnieje? Oby nie. Gdyby istniała, jest duże prawdopodobieństwo, że stanę przed wyborem, którego się obawiałem. I nie tylko ja. Choć obawy się różniły, to właśnie ta jedna decyzja może zaważyć nad wszystkim. Zachować się jak ostatni (...), czy w pewnym stopniu stracić zaufanie osoby, na której mi cholernie zależy? Eh, oby to, co odebrałem jako wołanie o pomoc było tylko wytworem mojego zmęczonego ostatnimi wydarzeniami umysłu... Nie chcę wybierać... Nie tak i nie pomiędzy tymi dwoma zależnościami.. Dobija mnie samo myślenie o tym... A nie mogę przestać..
Jo, wiem, to nie pamiętnik, miałem tu abstrahować od rzeczywistości, ale jak to śpiewał K44:
"Zdradliwa wena, raz jest raz jej nie ma"
Pozostaje jeszcze jedna kwestia - co, jeśli plan (jeśli można to tak nazwać) pójdzie w łeb? Co może przynieść wrzesień? I czy w ogóle coś przyniesie? Póki co, miałby mi dać trzy ścieżki. W prawo, w lewo i bez zmian. Do dwóch dni temu była jeszcze jedna - ale się okazało, że nie mogę nią kroczyć. Nie spełniam niestety jej wymagań.
Drażni mnie jeszcze taka jedna rzecz. Sprzed dni trzech (no, teraz już czterech). Czy telepatia istnieje? Oby nie. Gdyby istniała, jest duże prawdopodobieństwo, że stanę przed wyborem, którego się obawiałem. I nie tylko ja. Choć obawy się różniły, to właśnie ta jedna decyzja może zaważyć nad wszystkim. Zachować się jak ostatni (...), czy w pewnym stopniu stracić zaufanie osoby, na której mi cholernie zależy? Eh, oby to, co odebrałem jako wołanie o pomoc było tylko wytworem mojego zmęczonego ostatnimi wydarzeniami umysłu... Nie chcę wybierać... Nie tak i nie pomiędzy tymi dwoma zależnościami.. Dobija mnie samo myślenie o tym... A nie mogę przestać..
Jo, wiem, to nie pamiętnik, miałem tu abstrahować od rzeczywistości, ale jak to śpiewał K44:
"Zdradliwa wena, raz jest raz jej nie ma"
niedziela, 8 lipca 2012
Wrocek-klocek
Kilka dni temu miałem tam być. W sumie nie tyle miałem, co chciałem. Ale nie dało się. Mogłem jechać, nikt by mi za to ręki nie uciął, ale po co jechać, jeśli po wspólnym kombinowaniu cel nie byłby osiągnięty? Ehh, szkoda, że się nie dało, miałem nadzieję na to, że się uda, ale cóż... Czynników zewnętrznych nie wyeliminuję. A przynajmniej nie w taki sposób, jaki bym chciał, bo to karalne :) Pocieszam się myślą, że pogadam w najbliższym czasie z Anastazją i być może coś ustalimy... Ale będzie można wprowadzić to w czyn dopiero po wakacjach. Jeśli da się ustalić.. Ale bądźmy dobrej myśli :) Zresztą zawsze jest jakiś plan B. I już go znam...
środa, 4 lipca 2012
Podróż w nieznane
Jeszcze wczoraj nie wiedziałem, co się będzie dzisiaj działo. Co więcej - nie wiedziałem, na co się będę pisał. I z każdą minutą rosną obawy - co, jeśli się nie uda? Jeśli mnie zawiedzie mimo zapewnień? Niby ufam - bo jak nie ufać rodzinie? Ale mimo to, nadal mam obawy, czy dobrze robię. W sensie czy to dobrze dla mnie. Honorowo jestem rozgrzeszony - rodziny na lodzie nie zostawiam, mimo wszystko. Więzy krwi sporo dla mnie znaczą. Jak to dla Kaszuba. Ale jednak... mogę na tym sporo stracić. I nie chodzi tu o pieniądze - dużo ich na świecie, można je zarobić w moment. I nieważne, w jaki sposób. Ale może ucierpieć moja reputacja, na którą dość ciężko pracowałem. I już jej takiej samej nie odbuduję. Dlaczego? Bo może i moje imię nie będzie zszargane, ale pochodzenie i ród już owszem... I tego się właśnie boję...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)