Jedna z legend kaszubskich, o powstaniu tygodnia :)
Tatk Tydzyń mioł sedem dzece, a każde beło inne
Najstarszo beła Nedzela, a że beła łena pierworodno, to tatk ją rozpieszczoł, jak telko megł, kazeł jej ne robec, bo jesz so skaleczi
Po nej urodzył so knyp, mecny jak nedzwiedz. Dał mu tatk na imie Ponedzelnik, bo so urodzył po Nedzeli. Tatk nauczeł go robec w płelu, lese i gdze so doło.
Trzece dzeckłe tyż beło knypem, jeno kusk lichszem, jak Ponedzelnik. Ale dyrch robeło to, co robeł brat. Temu tyż tatk nazweł go Wtórk, bo jeno wtórował Ponedzelnikowi
Czworta beła dzeusem, lubiała i chcoła dyrch głetowac, to i tatk jej do roboty w płelu i zagrodze ne gonił, jeno kazał dla wszetcich półnie robec. A że beło łena posrotku w urodzeniu, to so zwała Sroda.
Czwórtk i Piótk beło blizniakami, jeno Czwórtk so urodza za czwórtym pianiem keguta, a Piótk za piótym. Jednego razu tatk widzoł, jak Piótk so psocy rodzenstwu i ne daje im w spłekeju robec, to za kare ne doł mu miesa.
Łestatnio beła Sobota, jeno taci z nej drobno dzewcia, że tatk kazał jej so ne menczec i letkłe robec.
Napisałem fonetycznie, bo nie mam niestety kaszubskich liter. Mam nadzieję, że się rozczytacie.
Wszystkiego najlepszego wszystkim tatkom :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz