czwartek, 28 czerwca 2012
Dogadywanka do przeszłości
Niektóre decyzje są naprawdę nieodwracalne. Jak się okazało, przez jedną z nich moje życie mogło całkiem inaczej wyglądać. Ba, może nawet nie wyprowadziłbym się z kaszub? Co to była za decyzja - nie powiem. Ważne, że uznałem ją za lepszą. Efekt jest... połowiczny. Ja jestem z takiego obrotu spraw zadowolony, ale zawsze jest jakieś ale. Mianowicie "Co by było gdyby i czy byłoby tak, jak myślę?"
wtorek, 26 czerwca 2012
Odwracasz się plecami i krzyczysz "Witaj przeszłość!"
CrankHaust. Zespół, na który niedawno trafiłem. To, o czym śpiewają jest nad wyraz głębokie. W zasadzie, bardzo motywujący rock. Tytuł to refren ;] I co najciekawsze, w moim przypadku się sprawdził kilkakrotnie. Osoby z przeszłości próbują do mnie wrócić. I wiem, że przynajmniej jeszcze jedna to samo niedługo zrobi. Może i jestem chamem, że się obracam do nich plecami, ale cóż... To był ich wybór. To te osoby się ode mnie odwróciły z mniej, lub bardziej istotnych powodów. Nie ja od nich. A niestety, dokonując wyboru, musimy liczyć się z konsekwencjami. Czyż nie? Mam takie powiedzenie. "Jak ktoś ma mnie w d... to ja go dwa razy". Z mojego na ludzki - Jesteś wobec mnie nie fair, to i ja wobec ciebie będę nie fair bez skrupułów. Jeździsz po mnie? Przygotuj się na to samo. Ale i działa to w drugą stronę. Wiem, że mogę na tobie polegać - ty możesz na mnie. Oczywiście w granicach rozsądku, nie oczekuj ode mnie nerki za to, że mnie podwiozłeś. Równowaga musi być zachowana. Żeby nie było - patrzę na całokształt tej osoby, nie coś na zasadzie "Ja ci pomogłem, to ty masz mi pomóc teraz zaraz nieważne czego potrzebuję i że masz inne priorytety". No właśnie - priorytety. W moim mniemaniu każdy jakieś ma, a przynajmniej powinien mieć. Przede wszystkim (dla mnie) - rodzina. Ta najbliższa. Potem praca. Następnie Dafne, później dopiero przysługi, koledzy i cała reszta. Chyba nie muszę tłumaczyć, czemu tak? Muszę? Takiego wała. Nie muszę. Ci, którzy mnie znają wiedzą, ci, którzy nie znają wiedzieć nie muszą. Proste jak poziomica.
sobota, 23 czerwca 2012
Tatk Tidzyń
Jedna z legend kaszubskich, o powstaniu tygodnia :)
Tatk Tydzyń mioł sedem dzece, a każde beło inne
Najstarszo beła Nedzela, a że beła łena pierworodno, to tatk ją rozpieszczoł, jak telko megł, kazeł jej ne robec, bo jesz so skaleczi
Po nej urodzył so knyp, mecny jak nedzwiedz. Dał mu tatk na imie Ponedzelnik, bo so urodzył po Nedzeli. Tatk nauczeł go robec w płelu, lese i gdze so doło.
Trzece dzeckłe tyż beło knypem, jeno kusk lichszem, jak Ponedzelnik. Ale dyrch robeło to, co robeł brat. Temu tyż tatk nazweł go Wtórk, bo jeno wtórował Ponedzelnikowi
Czworta beła dzeusem, lubiała i chcoła dyrch głetowac, to i tatk jej do roboty w płelu i zagrodze ne gonił, jeno kazał dla wszetcich półnie robec. A że beło łena posrotku w urodzeniu, to so zwała Sroda.
Czwórtk i Piótk beło blizniakami, jeno Czwórtk so urodza za czwórtym pianiem keguta, a Piótk za piótym. Jednego razu tatk widzoł, jak Piótk so psocy rodzenstwu i ne daje im w spłekeju robec, to za kare ne doł mu miesa.
Łestatnio beła Sobota, jeno taci z nej drobno dzewcia, że tatk kazał jej so ne menczec i letkłe robec.
Napisałem fonetycznie, bo nie mam niestety kaszubskich liter. Mam nadzieję, że się rozczytacie.
Wszystkiego najlepszego wszystkim tatkom :)
Tatk Tydzyń mioł sedem dzece, a każde beło inne
Najstarszo beła Nedzela, a że beła łena pierworodno, to tatk ją rozpieszczoł, jak telko megł, kazeł jej ne robec, bo jesz so skaleczi
Po nej urodzył so knyp, mecny jak nedzwiedz. Dał mu tatk na imie Ponedzelnik, bo so urodzył po Nedzeli. Tatk nauczeł go robec w płelu, lese i gdze so doło.
Trzece dzeckłe tyż beło knypem, jeno kusk lichszem, jak Ponedzelnik. Ale dyrch robeło to, co robeł brat. Temu tyż tatk nazweł go Wtórk, bo jeno wtórował Ponedzelnikowi
Czworta beła dzeusem, lubiała i chcoła dyrch głetowac, to i tatk jej do roboty w płelu i zagrodze ne gonił, jeno kazał dla wszetcich półnie robec. A że beło łena posrotku w urodzeniu, to so zwała Sroda.
Czwórtk i Piótk beło blizniakami, jeno Czwórtk so urodza za czwórtym pianiem keguta, a Piótk za piótym. Jednego razu tatk widzoł, jak Piótk so psocy rodzenstwu i ne daje im w spłekeju robec, to za kare ne doł mu miesa.
Łestatnio beła Sobota, jeno taci z nej drobno dzewcia, że tatk kazał jej so ne menczec i letkłe robec.
Napisałem fonetycznie, bo nie mam niestety kaszubskich liter. Mam nadzieję, że się rozczytacie.
Wszystkiego najlepszego wszystkim tatkom :)
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Rozproszone skupienie
Właśnie sprawdzam teorię, jak to jest być rozpraszanym w trakcie pisania postu. Póki co, rozproszenie nie rozprasza, choć próby nadal trwają. Choć... no akurat po tej kropce się udała w 100 %. Walczymy dalej, i póki co, skupienie nadal jest odczuwalne. Kolejna próba zakończona niepowodzeniem. Czyżbym jednak był w stanie aż tak dać się rozproszyć? Odpowiedź brzmi tak. Z całą pewnością.
Wojaże
Dzisiaj z rana przekonałem się, że mam rację, nie ufając komunikacji miejskiej. Ale od początku. Postanowiłem wybrać się do Szczecina, powód znają dwie osoby ;] Więc czym - pociągiem. Dla sprawdzenia pewnej teorii. Czy lepiej podróżować samochodem, czy komunikacją publiczną? Komunikacja zawiodła już na początku podróży zawalając dwukrotnie. Dzięki temu, że jednak miałem samochód pod ręką, zdążyłem na pociąg... Zgadnijcie, skąd piszę?
sobota, 16 czerwca 2012
Czuły punkt
Tak sobie dziś rozmyślam o tym, co było, co będzie i doszedłem do ciekawych wniosków. Dobra, może ciekawych dla was, ja to już wiedziałem wcześniej, ale dopiero dziś nadałem temu kształt. Mianowicie wywlokłem na zewnątrz (o ile świadomość to "zewnątrz") swoje słabe punkty. Są tylko dwa. Ale jeśli ktoś na nie naciśnie, to klękajcie narody. Chyba, że ową osobę darzę uczuciem szczególnym. Ale wszystko ma swoje granice, wiadomo. W każdym razie, jeśli ktoś, kogo tylko lubię trafi w mój czuły punkt - jestem w stanie być nieobliczalnym. Na tyle, na ile pozwala mi honor (choć wg pewnej osoby go nie mam). Jesteście pewnie ciekawi, co może u mnie wywołać taki stan..
No cóż...
Tylko wybrane osoby będą wiedzieć. A właściwie już wiedzą...
No cóż...
Tylko wybrane osoby będą wiedzieć. A właściwie już wiedzą...
wtorek, 12 czerwca 2012
Irelandia
Ponieważ mamy Euro, sporo w miastach ze stadionami jest teraz obcokrajowców. No a moje miejsce pracy wymusza na mnie spotkania z nimi. Będąc jakąś godzinę temu na recepcji, jeden z Irlandczyków będący już pod wpływem zaczął ze mną rozmawiać. Co ciekawe, wszyscy napotkani Irlandczycy po spożyciu są bardzo przyjaźnie nastawieni do ludzi. Każdego chcą wyściskać jak starego przyjaciela i nie przeszkadza im fakt, że jeszcze dwie godziny temu nie zdawali sobie sprawy z istnienia wyściskanego. Nie przejmują się niczym, ważne jest tu i teraz, by spędzić jak najlepiej czas. I to jest dobre.
Akurat ten Irlandczyk (Michael) wychwalał Polskę, twierdząc, że Irlandia się do niej umywa. Ile w tym prawdy - nie wiem, gdyż nie jestem w stanie porównać. Pytanie tylko, czy chciał w ten sposób poderwać recepcjonistkę (wszystkie inne metody zawiodły, byłem tego świadkiem), chwaląc jej kraj? Jak sądzicie?
Żeby nie było - mnie nikt nie podrywał i vice versa.
Akurat ten Irlandczyk (Michael) wychwalał Polskę, twierdząc, że Irlandia się do niej umywa. Ile w tym prawdy - nie wiem, gdyż nie jestem w stanie porównać. Pytanie tylko, czy chciał w ten sposób poderwać recepcjonistkę (wszystkie inne metody zawiodły, byłem tego świadkiem), chwaląc jej kraj? Jak sądzicie?
Żeby nie było - mnie nikt nie podrywał i vice versa.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Skorzęcin
W tym oto miejscu mam się pojawić wraz z Dafne. Jeszcze nie teraz, dopiero w sierpniu. Otóż ma się tam odbyć zlot, więc wiadomo - chlanie, spanie i szamanie ;] Ogólnie na tego typy zlocie będę po raz pierwszy, Dafne zresztą też, więc... będzie ciekawie ;] O ile będę... Bo wg wyliczeń - mam być wtedy w pracy. Ale... wszystko kwestia dogadania ;]
Nie zapomnijcie o rogalu ;]
Nie zapomnijcie o rogalu ;]
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Zachowania
Jakiś czas temu dałem komuś lekcję... Jak pisałem w poprzednim poście, ktoś mnie potraktował niezbyt miło. Ale cóż... ten sam ktoś posunął się krok dalej, mianowicie - chciał już zakończyć znajomość. Ale że jest w trakcie robienia ze mną pewnego biznesu, to przesunął termin zakończenia znajomości do czasu zamknięcia sprawy. No ok, ja tam nikogo do trzymania się ze mną nie zmuszam, bo nie o to chodzi. Ale cóż... niedługo po wywodzie, jaki to jestem zły, niedobry i nie ma sensu dłużej się kumplować - "zapomniała" o tym chcąc się wypłakać w rękaw. Nosz kurr, gdzie tu logika? Oczywiście - od razu pokazałem jej brak (tzn nie odzywałem się do czasu, aż ta osoba zaczęła się dopominać o reakcję z mojej strony). Jeśli ktoś tu widzi jakiś sens, to niech mi go wskaże - bo ja jakoś go nie widzę. Chcieć kończyć znajomość, a za 10 minut z niej skorzystać?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)