czwartek, 31 maja 2012

"Lubię zimę, odróżna kierowców od tych, którzy mają prawo jazdy"

Ciekawa rzecz... Rzekłbym, że nawet bardzo ciekawa... Ba - wręcz nie jestem w stanie zrozumieć tej logiki. Otóż od paru lat mogę legalnie prowadzić półtoratonową puszkę z siedzeniami i radiem. Zdążyłem nabrać wprawy, kilkadziesiąt tysięcy kilometrów asfaltu i nie tylko miałem pod tą blachą i ogólnie wiem, jak tą menażerią zaworów i śrub jeździć. A jednak jeździć, a prowadzić to nie to samo. Ogółem - jakieś doświadczenie mam. Mimo to, mój sposób jazdy został skrytykowany (to bardzo łagodne określenie) przez kogoś, kto licencję pilota pojazdu bojowego czterokołowego kat "B" posiada dłużej, niż ja, ale nawet pierwszego tysiąca nie "zrobił", sam zaś zostałem mianowany "skrajnym kretynem" gdyż (uwaga, będzie śmiesznie) ściąłem nocą kilka zakrętów. To nic, że widziałem, że nic z przeciwka nie jedzie. Również nic, że takie ścięcie tak nie szarpie samochodem, więc mniejsza szansa, że na zakręcie pojedzie prosto. "Jesteś idiotą, bo naraziłeś się na wypadek". Tja... Ciekawe, że kierowcy (ooops, przepraszam - sterowniczy samochodem) także miewają wypadki, nawet, jeśli sztywno trzymają się przepisów.

Żeby nie było - nie mówię, że przepisy są be i nie trzeba ich przestrzegać. Mówię, że w niektórych przypadkach można je nagiąć i to wcale nie zmniejszy bezpieczeństwa. Przykład?

10 km prostej na autostradzie, ruchu brak. Ograniczenie w Polsce wynosi 140 km/h. Samochód A jedzie z tą prędkością. Samochód B ma na budziku 200 km/h. I oba jadą równie bezpiecznie*. Już wyjaśniam dlaczego.

Wyobraźnia

Coś, o co często posądza się kierowców. A raczej jej brak. Ja akurat jadąc samochodem/rowerem/łodzią podwodną myślę o tym, co się dzieje w miejscu, w którym wyhamuję. Na bieżąco. Widząc wszelkie ruchome obiekty (inne samochody, piesi, rowerzyści, psy) biorę pod uwagę trajektorię kolizyjną. Tzn gdzie i czy w ogóle z czymś się zderzę. Widzę psa biegnącego w moją stronę? - przyhamować, chyba że to on goni. Pieszy idący tropem węża - też przewidzieć, kiedy kawałek asfaltu po którym mam zamiar przejechać postanowi się przytulić z obliczem tropiciela. Niestety, nie wszyscy są w stanie pojąć, że to odruch bezwarunkowy. I to nie tylko u mnie. Ale cóż... jeśli jedynym argumentem na naginanie przepisów (w miejscach, gdzie to nadal jest bezpieczne) jest "Bo tata...", a wszelkie tłumaczenia i próby są "potwierdzeniem mojej skrajnej nieodpowiedzialności", więc jak grochem o ścianę... pozostaje mi tylko życzyć zdobycia doświadczenia w jeździe, nie w prowadzeniu.

Kierowcy C i C+E - mimo, że jeżdżę "małym", mam do was bardzo duży szacunek, że mimo, że wszyscy na was psioczą - nie rozstajecie się z szoferką. Dobrze wiedzieć, że są doświadczeni kierowcy, nie tylko /miszczowie/ prostej. Szerokości, przyczepności :)

*W tym przykładzie A i B nie jadą równocześnie

1 komentarz:

  1. ...a jeszcze większym zagrożeniem w aucie jest przygłupi pasażer, który panikuje przy każdej próbie wyprzedzania. W moim aucie nie toleruje takiego zachowania, a jak się nie podoba to na autobus/PKP/PKS/etc.

    W imieniu zawodowców, dziękuję za zrozumienie naszej ciężkiej pracy. Niewiele jest osób, które potrafią szczerze okazać szacunek dla "większego". Tym bardziej jest mi ciepło na sercu. Fahren, przywracasz mi wiarę w kierowców "resoraków" xox

    OdpowiedzUsuń