wtorek, 25 grudnia 2012
"Łódź, k**wa"
W tymże mieście odbył się zlot miłośników logo kapusty. W teorii miało mnie tam nie być, jako że Dafne wciąż chora, ale jednak dość spontanicznie dałem się wyciągnąć. I nie żałuję, wybawiłem się tam, poznałem fajnych ludzi, ogólnie - było bardzo pozytywnie. Ale samo miasto też bardzo mi się spodobało. W sumie sam nie wiem, czemu, ale polubiłem je jak cholera. Może dlatego, że jest tam masa naprawdę dobrych dróg? A może dlatego, że dość tanie paliwo tam jest? Może też mnie przekonał Port - genialnie urządzony na święta, żałowałem, że nie wziąłem ze sobą kliszaka. Nie wiem, ale pewnie wszystko po części. A jako, że w Poznaniu kotwicy nie mam (ba, są osoby, które wręcz radzą mi wyprowadzkę), to całkiem możliwe, że za jakiś czas się przeniosę. Najpierw jednak muszę wszystkie za i przeciw rozważyć, potem ogarnąć kilka rzeczy. Ale póki co - wszystko wskazuje na przenosiny...
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Jeden wers, tysiąc myśli
Natrafiłem na jednym z blogów na zastanawiający mnie wers, odwołujący się do wydarzeń sprzed roku. Po przywołaniu pamięci nie potrafiłem jednak go jakoś szczególnie "przypisać", do jakiegokolwiek zdarzenia, z tamtego dnia. Oczywiście, zakładając, ze poprawnie odgadłem datę. Jednakże nie do końca to mnie zastanawia. Bardziej myślę o tym, dlaczego ten wers powstał. W moim mniemaniu - raczej nic takiego się nie wydarzyło, co odpowiadałoby znaczeniu tego wersu. Wszystko działo się tak, jak było wcześniej zapowiedziane. Dlaczego się tak tego uczepiłem? Bo wiem, czyje to słowa. I wiem, że są kierowane do mnie. Ale ciągle nie wiem - po co? Przecież łatwiej i lepiej byłoby po prostu prywatnie napisać. Ale mamy wers, który może mieć multum znaczeń. Może tez nie mieć żadnego. To wie tylko ta osoba...
czwartek, 13 grudnia 2012
Bug - ociec
Religie katolicką znają chyba wszyscy - wszak jest najpopularniejsza na świecie, ale to Polacy są najbardziej katoliccy. Zakładam więc, że Ty, Czytelniku znasz podstawowe dogmaty, takie jak cuda, niepokalane poczęcie, czy zmartwychwstanie. Ale przede wszystkim - że Bóg jest ojcem nas wszystkich, jak i Jezusa. Miłosierny, wszystko wybaczy itp. Ale spójrzmy pod innym kątem. Fizycznym. Bóg, jako taki tatuś, jak każdy inny. Po pierwsze - dziecka nie urodziła mu jego żona, a (jak sama zainteresowana określiła) - "służebnica". Po drugie - Bóg wiedząc, że Maryja jest w ciąży, kazał jej wyp**ć z miasta. Po trzecie - nijak nie pomagał w utrzymywaniu Jezusa, nie on zapewniał mu zaspokojenie podstawowych potrzeb, czysto fizjologicznych. Po czwarte - ponieważ nic nie wiemy o dzieciństwie Jezusa, śmiem domniemywać, iż przez te lata Tatuś w ogóle się do niego nie odzywał - inaczej byłby ten fakt opisany w Biblii. Po piąte - nie zrobił NIC, aby Jezusa nie ukrzyżowano. Ba - sam zainteresowany stwierdził, że go Bóg opuścił. Wszystko to sprowadza się do tego, że raczej marny z Boga ojciec - mimo to, katolicy są zdania, że On dba o swoje dzieci jak nikt inny nie jest w stanie.
Co do wyp**nia z miasta - skoro Bóg jest wszechmogący, czemu nie zapobiegł rzezi wała winnych niemowlaków? Nie chciał? Nie potrafił? A może był jakiś inny powód?
I żeby nie było - to NIE JEST atak na wierzących. Chcesz - to wierz. Ja tylko przedstawiłem swoje przemyślenia.
Co do wyp**nia z miasta - skoro Bóg jest wszechmogący, czemu nie zapobiegł rzezi wała winnych niemowlaków? Nie chciał? Nie potrafił? A może był jakiś inny powód?
I żeby nie było - to NIE JEST atak na wierzących. Chcesz - to wierz. Ja tylko przedstawiłem swoje przemyślenia.
wtorek, 4 grudnia 2012
Spadł śnieg...
Zrobiło się biało. Nastał czas odśnieżania samochodów, chodników, dróg i wszystkiego, co odśnieżyć trzeba. Są tacy, którzy się z tego faktu cieszą, ale ja się do nich nie zaliczam. Nie lubię zimy, śniegu i mrozu. Z jednej strony fajnie, bo pusty parking + sprawny ręczny i można poszaleć. Gorzej, gdy ktoś przeceni swoje umiejętności na drodze i ni z gruchy, ni pietruchy bagażnik postanowi nas wyprzedzić, a my, jako kierowcy nie potrafimy tego uniemożliwić. Ale wiecie, co zauważyłem? Pomimo, że mamy grudzień, zima powinna hulać od jakiegoś pół miesiąca, tradycja pt "zima zaskoczyła kierowców" nadal jest podtrzymywana. Nikt nie jedzie szybciej, niz 30 km/h. Z jednej strony to dobrze - wiedza, że warunki trudniejsze, więc nie ryzykują. Z drugiej - gdzie byli przez te pół miesiąca? Spokojnie mieli czas zmienić opony. Ale po co, jak śniegu nie ma? No - teraz jest. A to spowoduje gigantyczne jak mada faka kolejki na wulkanizacjach. Ale jak już kiedyś pisałem - zima odróżnia kierowców od tych, co mają prawo jazdy. A dlaczego? Gdyż kierowca pojedzie w każdych warunkach, samochodem w dowolnym, aczkolwiek jezdnym stanie. Reszta się po prostu boi jeździć.
Niedługo zresztą sam się sprawdzę. Na weekend planuję wybrać się po Dafne, czyli jakieś 400 km do przejechania na letnich oponach. Wiadomo, że będę jechał inaczej - ale nie mam zamiaru tworzyć za sobą korka.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie lubię zimy. A właściwie pewnego okresu w niej. Ale śnieg niestety mi się z tym czasem kojarzy. Oby to się jak najszybciej skończyło...
Niedługo zresztą sam się sprawdzę. Na weekend planuję wybrać się po Dafne, czyli jakieś 400 km do przejechania na letnich oponach. Wiadomo, że będę jechał inaczej - ale nie mam zamiaru tworzyć za sobą korka.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie lubię zimy. A właściwie pewnego okresu w niej. Ale śnieg niestety mi się z tym czasem kojarzy. Oby to się jak najszybciej skończyło...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)