wtorek, 27 listopada 2012

On a melancholy Hill

Up on melancholy hill
There's a plastic tree
Are you here with me?
Just looking out on the day
Of another dream

Well you can't get what you want
But you can get me
So let's set up and see
'Cause you are my medicine
When you're close to me
When you're close to me

So call in the submarine
'round the world we'll go
Does anybody know
If we're looking out on the day
Of another dream

If you can't get what you want
Then you come with me

Up on melancholy hill
Sits a manatee
Just looking out for the day
When you're close to me
When you're close to me

When you're close to me

Made by Gorillaz

niedziela, 25 listopada 2012

Bitwa pod Grunwaldem - relacja na żywo

Czyli coś niecoś o... fizyce.

Będzie dość naukowo, więc kto ma i tak w cholerę szkoły, może śmiało pominąć :)

Jak wiemy, widzimy dlatego, że od wszystkiego, co widzimy odbija się światło. Ale światło jednak ma swoją prędkość (około 300 000 km/s), co oznacza, że nie widzimy tego, co jest obecnie, a stan w jakim było bardzo krótko przed chwilą - choć nie odczuwamy tego. Ale co ma g**o do twarogu? Ano to, że skoro ciągle obserwujemy przeszłość - można się też do niej niejako cofnąć - odpowiednio zwiększając odległość (jakieś mądre ludzie obliczyli, że słoneczko widzimy z ośmiominutowym spóźnieniem). Tak więc, jak wiem, że każdy kij ma dwa końce, to będąc na słońcu i szczęśliwie nie spaliwszy się zerkniemy na ziemię - zobaczymy to, co się na niej działo 8 minut temu. Co to oznacza - że im dalej od ziemi jesteśmy, tym jej wcześniejszy stan widzimy.

Często ludzie mylą lata świetlne z tymi latami, którymi określamy czas - a to nie to samo. Mówiąc, że coś stało się dawno temu ("zbiłem ten wazon lata świetlne temu"), sens jest taki sam, gdy mówimy "od czasu, gdy zdechł mój chomik minęło 7 kilometrów". Coś się nie zgadza, prawda? Tak wiec - rok świetlny, to jednostka ODLEGŁOŚCI - czyli odległość, jaką pokonuje światło w ciągu roku.

Teraz połączmy te dwa akapity - skoro Ciągle widzimy przeszłość, a im dalej jesteśmy od ziemi, tym wcześniejsze jej dzieje widzimy, to będąc w odległości roku świetlnego od niej, ujrzymy ziemski 25.11.2011. Hura! - podróż w czasie w roli obserwatora. Tak więc - da się rzeczywiście obejrzeć dzieje świata takie, jakimi były naprawdę - gdyż gdzieś we wszechświecie płynie sobie światło choćby z tytułowej bitwy pod Grunwaldem - i możemy ją sobie obejrzeć. Jest jednak mały haczyk - aby to zrobić, musimy to światło nie tylko znaleźć, ale także i dogonić i znaleźć się przed nim. A pamiętajmy, że czas ciągle płynie, więc coraz bardziej bitewka się od nas oddala. Tak więc, musielibyśmy umieć przekroczyć prędkość światła i to dość znacznie - od 1410 minęło nieco czasu, obraz bitwy jest już daleko, a jeśli chcemy sobie bitwę obejrzeć - trzeba do tego czasu dożyć. Ale widząc postęp technologiczny szacuję jakieś 20-30 lat na to, że opanujemy podglądanie przeszłości wedle własnego widzimisię - a to oznacza, że cokolwiek zrobimy, będzie można zobaczyć raz jeszcze. Więc monitoring zewnętrzny byłby zbędny, gdy podglądać przeszłość będzie mógł przeciętny Kowalski.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem... znacząco :)

piątek, 16 listopada 2012

Gdy rzeka płynie, przynosi coraz to inne kamienie...

Trudno nie zauważyć, że tytuł, to metafora, prawda? Ale przesłanie jej jest całkiem prawdziwe. Przypadkowo cofnąłem się w czasie o jakieś półtorej roku. Po prostu zajrzałem na strony, których dawno nie odwiedzałem, a kiedyś tam publikowałem. Również niektóre przemyślenia. I wiecie co? Były wtedy bardziej zastanawiające, niż obecne. Między innymi rozważałem nad rolą śmierci. Co ciekawe - rzeczywiście odgrywa ważną funkcję, choć jej nie chcemy. Ale czy na pewno?

Przypuśćmy, że nie ma śmierci. Niemożliwym jest umrzeć. Niby fajnie, umieranie przyjemne nie jest. Ale...

Po pierwsze - co byśmy wtedy robili? Mielibyśmy czas dosłownie na wszystko, więc nie musielibyśmy się z niczym spieszyć. Nie liczylibyśmy czasu, bo i po co? Wszystko odkładalibyśmy na jutro, w efekcie nie robilibyśmy nic.

Po drugie - czas nadal by płynął, my byśmy się starzeli, ale skoro nie możemy umrzeć - to po tych stu kilku latach nie bylibyśmy w stanie zrobić czegokolwiek, poza zwyczajną wegetacją. To dopiero męka, prawda? Leżeć i nie móc nic zrobić. Nawet się ruszyć, bo organizm jest zbyt słaby. Ktoś powie, że właśnie neguję punkt pierwszy - spieszylibyśmy się póki mamy siły. Ale czy teraz się z czymkolwiek spieszymy nie wiedząc, czy ujrzymy następny zachód słońca? W dzień zdążymy umrzeć :)

Po trzecie - bardzo szybko zabrakłoby dla nas miejsca. Zakładając, że każda para miałaby "zaledwie" dwójkę dzieci, to zostając dziadkami ziemia byłaby zaludniona już ośmiokrotnie więcej. A i nasze wnuki tworzyłyby pokolenie po sobie. Ziemia zaś nadal byłaby takich samych rozmiarów.

Po czwarte - Nie byłoby wielu religii. Może i żadnej, gdyż wszystkie, o których wiem opierają się na życiu po śmierci. A skoro nie możemy umrzeć - nie ma też i życia pośmiertnego.

Ale miałoby to też swoje plusy:

Nie ma niebezpieczeństwa. Moglibyśmy dać się zmielić przez kombajn - i nadal żyjemy. Tak samo nie byłoby granic względem wód - nie utopimy się. Również wojny nie miałyby sensu, bo jak tu wygrać, kiedy strzelając do wroga nie wyrządzamy mu krzywdy?

Nie ma też bólu po stracie najbliższych. A przynajmniej nie tych najbliższych, którzy nas rzeczywiście kochają. Ból po odejściu bliskiej osoby gdzieś w pioruny nadal by istniał.



Jak widzicie, świadomość śmierci paradoksalnie jest nam potrzebna do życia. Tak więc cieszmy się, póki je mamy i korzystajmy z niego ile się da. Drugiego może już nie być.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Inny świat

Istnieje teoria, że w nieskończonej ilości wszechświatów może się zdarzyć wszystko. I każdy z tych wszechświatów to odrębna rzeczywistość, którą kształtuje każda z podejmowanych decyzji. Zarówno naszych, jak i innych. Rzeczywistość, w której żyjemy jest już odgórnie "zaprogramowana", zarówno my tworzymy tą rzeczywistość, jak i jest kształtowana przez inne wszechświaty. Brzmi zawoalowanie? Bo i też takie jest. Według tej teorii, zarówno my tworzymy inne rzeczywistości, jak i jesteśmy tworem nieznanego nam obrazu świata. Ale wtedy też zadajemy sobie pytanie - co by było gdyby? Gdybyśmy podjęli innego wyboru? Gdyby ktoś inny wybrał inaczej? Gdybyśmy byli kimś innym? A może dobrze, że jesteśmy tymi, którymi jesteśmy? Wszystko jest w pozostałych wszechświatach możliwe :) Może w jednym z nich, mając 20 lat jesteśmy już właścicielami dobrze zarabiającej firmy? W innym zaś, możemy być bezdomnymi. Do wyboru, do koloru...

sobota, 3 listopada 2012

Poznań umarł

No, może nie dosłownie, ale na dzisiejszej przechadzce w nocy czułem się jak w filmie "jestem legendą" (polecam!). Totalna cisza, nic się nie dzieje, nikogo nie ma, nawet pies nie zaszczekał. Lubię taki spokój, przypomina mi moje rodzinne strony, gdzie jest podobnie. Można iść środkiem drogi i popłynąć wgłąb umysłu, nie przejmować się niczym i przemyśleć kilka spraw. Rozważać nad dalszym postępowaniem, bądź celach innych ludzi, którzy się ze mną zadają. Jedna z tych osób postępuje wręcz śmiesznie. Pisałem o tej osobie już, jakiś czas temu dość ostro się z nią pokłóciłem i doszło do rozpadu znajomości. Ale kilka dni temu znów się odezwała. Co prawda odzywała się już wcześniej, przepraszała, ale nie dała mi żadnego powodu, bym chciał te przeprosiny przyjąć. Ale niedawno przyjąłem, z czystej ciekawości, czego też ode mnie chce, skoro byłem taki zły i niedobry. Odpowiedź jest dość zaskakująca - utrzymanie znajomości ma być protektorem przed... czymś, co i tak nie miałoby miejsca. Choć ów ktoś temu zaprzecza - nie da się zaprzeczyć pewnych zbiegów okoliczności. Wszystko na zasadzie "przyczyna - skutek". Aż żal mi się robi, gdy dla kogoś niektóre słowa nie mają żadnej wartości... Mówię tu o słowie "przepraszam". Gdyż w moim odczuciu, te przeprosiny nie miały na celu wyrażenia skruchy, czy obietnicy poprawy, a jedynie był to sposób na zabezpieczenie się... Ehh...

czwartek, 1 listopada 2012

Rozstania i powroty

Czasem tak bywa, że żałujemy niektórych decyzji. Spalimy sobie most, który po jakimś czasie chcemy odbudować. Jak wiecie - nie zawsze się da. W końcu mało kto ot tak kończy znajomość z inną osobą, zawsze jest ten "punkt zapalny". Coś, co to spowodowało. Niektóre rzeczy można wybaczyć, innych - nie ma opcji. Odbudowanie tego mostu zależne jest także od człowieka. Głównie od niego. No i też naszego podejścia do odbudowania. Bo jeśli z góry zakładamy, że będzie nam wybaczone - no to sorry, ale możemy się srogo zawieść. Ale jeśli rzeczywiście zrozumieliśmy swój błąd - warto próbować. Dobrze jest żyć dobrze z ludźmi.