No właśnie - jak? Po ostatnich doświadczeniach dochodzę do wniosku, że trzeba być ostatnim hujem. Albo ktoś z tobą leci w kulki, albo ty z kimś. Smutne, ale najwyraźniej prawdziwe. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że gdy okażemy komuś trochę serca, to owy ktoś ci wciska ciemnotę? Niestety, ale okazało się, że kilka osób, które coś dla mnie znaczyły mają mnie gdzieś. Najwyraźniej byłem dla nich za dobry. Nie będę wymieniał, o jakie osoby chodzi - i tak wiedzą, a jeśli nie, to będą wiedzieć. Jednakże o ile po niektórych mogłem się tego spodziewać - jedna z tych osób mnie wręcz zszokowała swoim zachowaniem. jedna czynność, a tak wiele zmieniła. Jeśli to czyta - domyśla się, o co chodzi. Wystarczy dodać dwa do dwóch.
Jedna pierdolona czynność. Na której mi tak zależało. Wobec mnie nie zaistniała, wobec osoby trzeciej już tak. To smuci, rani i wkurwia, że się nie zauważyło tego wcześniej. Ale też zastanawia - dlaczego? Czemu ta osoba tak zrobiła? Po pobieżnym rachunku sumienia - nie mam pierdolonego pojęcia. Ale jednak tak się stało.
I weź tu człowieku komuś zaufaj...
sobota, 18 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
Tęsknota
Czym właściwie jest? Potrzebą, czy zachciewajką? Tęsknimy za kimś, bo chcemy przy tym kimś być, czy potrzebujemy tej bliskości? Nie wiadomo, wiadomo tylko tyle, że z jakichś powodów tęsknimy. Czy to za dzieciństwem, czy to za osobą, która jest daleko... Normalny, ludzki (i nie tylko) odruch. Ale czy ktoś zadał sobie pytanie, po co tęsknimy? Może i dziwnie brzmi, w końcu tęsknota, to uczucie, nie zaplanujemy sobie jeje, ale nie mniej swoją rolę spełnia. Tęsknota "służy nam" do tego, byśmy doceniali to, co mamy tu i teraz. "Cholera, tak fajnie było, jak się miało 7 lat. Ale w sumie drugi raz 27 też nie będę miał". Mało osób myśli w podobny sposób, temu też po prostu tęsknią, nie wiedząc nawet, dlaczego. Czy z potrzeby, czy od chcenia?
Ja już wiem, za kim i dlaczego tęsknię. Ale tego wam nie powiem. Jak pisałem kiedyś - zacznijcie myślenie od zera
Ja już wiem, za kim i dlaczego tęsknię. Ale tego wam nie powiem. Jak pisałem kiedyś - zacznijcie myślenie od zera
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Nexiomania
Wraz z Dafne byłem na zlocie w miniony weekend. Niby nic nadzwyczajnego - zjeżdżają się pasjonaci czegokolwiek, z całej polski. Łączy ich (teraz, to nas) tylko to, że posiadamy/lubimy konkretny model samochodu. A wiecie, co jest najlepsze? Że bez względu na to, w jak złym, bądź stuningowanym stanie masz auto - jesteś równy ze wszystkimi. I o to właśnie chodzi.
Tak więc Skorzęcin zaliczony - teraz czekam na termin Toporni ;]
Tak więc Skorzęcin zaliczony - teraz czekam na termin Toporni ;]
piątek, 3 sierpnia 2012
Znak
Tja, stało się coś dziwnego. Wręcz bardzo dziwnego. Coś, wręcz niewytłumaczalnego dla mnie. Ale skoro się stało - było to możliwe. O co chodzi? Pokrótce opowiem.
Z jakiegoś powodu w minioną niedzielę odwiedziłem kościół. Nawet nie było mszy. I dobrze, bo ksiądz mógłby nerwowo nie wytrzymać kazania. Ale nie o tym. Poszedłem tam, bo poczułem nagłą potrzebę tego. Potrzebowałem "pogadać" z bogiem. Co ciekawe - doszedłem do dość ciekawych wniosków (wszystkie dotyczyły prywatnego życia, nie będę się wdawał w szczegóły). Powiedzmy, że zaryzykowałem - sprawdzeniem czegoś. Poprosiłem Najwyższego o jakiś znak, czy pewną czynność zrobić, czy też nie. Jedno z wydarzeń utwierdziło mnie w przekonaniu, że to miał być ten znak na tak. Nie był....
A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że bardzo religijna osoba (której o tym ogólnikowo opowiedziałem) nie uwierzyła, że to mógł sprawić On... cóż za piękna hipokryzja, czyż nie?
Z jakiegoś powodu w minioną niedzielę odwiedziłem kościół. Nawet nie było mszy. I dobrze, bo ksiądz mógłby nerwowo nie wytrzymać kazania. Ale nie o tym. Poszedłem tam, bo poczułem nagłą potrzebę tego. Potrzebowałem "pogadać" z bogiem. Co ciekawe - doszedłem do dość ciekawych wniosków (wszystkie dotyczyły prywatnego życia, nie będę się wdawał w szczegóły). Powiedzmy, że zaryzykowałem - sprawdzeniem czegoś. Poprosiłem Najwyższego o jakiś znak, czy pewną czynność zrobić, czy też nie. Jedno z wydarzeń utwierdziło mnie w przekonaniu, że to miał być ten znak na tak. Nie był....
A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że bardzo religijna osoba (której o tym ogólnikowo opowiedziałem) nie uwierzyła, że to mógł sprawić On... cóż za piękna hipokryzja, czyż nie?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)